Tłumaczenia przyszłości

Tłumaczenia maszynowe?

Każdy internauta przynajmniej raz zaglądnął i skorzystał z tłumaczenia maszynowego oferowanego przez najpopularniejszą na świecie wyszukiwarkę. Czy to po to, żeby faktycznie coś przetłumaczyć, czy po to, żeby zobaczyć jak Krzysztof Krawczyk staje się Beyonce (już nie, ale to były czasy). Każdy, kto próbował przetłumaczyć w taki sposób dłuższe zdania, być może miał szansę przekonać się, że jeszcze dużo wody upłynie w rzece, zanim takiemu tłumaczeniu będzie można zaufać w ciemno. Wieloznaczność czy szyk zdania, idiomy w dalszym ciągu są dla tłumaczenia maszynowego bytem nieuchwytnym i niemal nieprzetłumaczalnym. Jednak niektórzy albo o tym nie wiedzą, albo w sobie tylko wiadomy sposób ignorują tę wiedzę i bez mrugnięcia okiem tłumaczą całe zdania, akapity, strony za pomocą internetowego translatora. Pół biedy, gdyby robili to wyłącznie na potrzeby własne, niestety zdarza się, że te głupoty publikują. Do legendy wśród moich znajomych przeszła historyjka opowiedziana przez jednego z wykładowców praktyki tłumaczenia, który w ramach pracy zaliczeniowej otrzymał tekst przetłumaczony właśnie w translatorze online.

Prawdopodobnie na tym „przejechali” się zarządzający tłumaczeniem strony tzw. Obamacare na hiszpański. Zarzucono im posłużenie się tłumaczeniem zautomatyzowanym na podstawie np. błędnego szyku zdań i niespójności terminologicznej. Tłumaczenie stron internetowych na początku może przerażać ilością pracy, ale można skorzystać z doświadczeń innych.

Francuska wersja Facebooka powstała w mniej niż dwa tygodnie, a tłumaczenia dokonali… użytkownicy. Tzw. crowdsourcing, czyli w tym przypadku zlecenie tłumaczenia grupie ludzi, idealnie nadaje się do tłumaczenia właśnie takich zleceń. Najlepiej oczywiście na początek zlecić wstępne opracowanie materiału jednemu tłumaczowi, który stworzy glosariusz najczęściej występujących terminów, co umożliwi zachowanie jednolitego słownictwa.

Na razie nic więc nie wskazuje na to, że przyszłość tłumaczenia leży w przekładzie maszynowym. Eksperci twierdzą, iż rynek w swoim obecnym kształcie dąży do instytucji tłumacza-specjalisty, tzw. digital native, osoby swobodnie poruszającej się w cyberprzestrzeni i w świecie nowoczesnych technologii, która posiada wiedzę specjalistyczną z danego zakresu i będzie w stanie np. samodzielnie zaimplementować tekst na tłumaczonej stronie. 

o autorze

Karolina Kaszuba


Artykuł pochodzi z serwisu:
Albercik.pl – darmowe artykuły do przedruku na strony www

Tłumaczenia ustne i ich rodzaje

To z kolei sprawia, że nigdy nie zniknie instytucja tłumacza, co więcej sytuacji, w których trzeba będzie zrealizować tłumaczenia ustne, będzie coraz więcej. Czy to śluby (tłumaczenia w sytuacjach urzędowych będą obecne zawsze), chrzty, czy konferencje i sympozja, wszędzie tam tłumaczenia ustne są niezbędne. Zasadniczo wyróżniamy ich dwa rodzaje: symultaniczne i konsekutywne. Te pierwsze odbywają się z wykorzystaniem technologii pomocniczych – kabin i zestawów nadawczo-odbiorczych. Tłumacz siedzi w kabinie, w słuchawkach słyszy komunikat źródłowy i niemal natychmiast, z opóźnieniem rzędu kilku sekund, podaje gotowe tłumaczenie do mikrofonu i tym samym uszu zebranych. Audytorium może liczyć od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy słuchaczy (ostatnią tak pokaźną okazją, w której wykorzystano tłumaczenia ustne było Top Gear Live i tłumaczenie konsekutywne odbierane za pomocą fal radiowych). Ten rodzaj tłumaczenia wykorzystywany jest głównie podczas konferencji, sympozjów, ale też podczas transmisji na żywo np. podczas Eurowizji.

Tłumaczenie konsekutywne nie wymaga użycia zaawansowanej technologii, tłumacz przekłada komunikat po jego wygłoszeniu przez prelengenta. Długość komunikatu może być różna i trwać nawet kilka minut. Podobne do konsekutywnego jest tłumaczenie liason, zasadniczą różnicą jest w jego przypadku długość komunikatu, który liczy sobie maksymalnie 3-4 zdania.

Tłumaczenia ustne wykorzystywane w przypadku gdy mała grupa ludzi nie włada językiem używanym przez większość mogą być również dokonywane metodą tzw. szeptania. Komunikat przekładany jest na bieżąco, szeptem.

Bardzo często do tłumaczeń ustnych zaliczane są również tłumaczenia audiowizualne. Użycie lektora jest najpopularniejsze w krajach byłego ZSRR, w tym Polsce, w innych krajach w prawie ogóle nie występuje, ustępując miejsca dubbingowi lub napisom. Często spotykaną formą tłumaczenia voice-over w innych krajach jest czytanie dialogu przez dwójkę lektorów – kobietę i mężycznę. W Niemczech lektorzy czytają listy dialogowe programów popularno naukowych i rozrywkowych, np. Top Gear czy Pogromców Mitów. Rzadko, o ile w ogóle, usłyszymy lektora w kinie, gdzie używa się raczej tłumaczenia z napisami lub dubbingiem (w wersjach dla dzieci).

Tłumacze realizują tłumaczenia ustne również w urzędach, szpitalach, instytucjach i innych miejscach. Gdy tłumacz otrzymuje tekst w formie drukowanej i musi go natychmiast przetłumaczyć ustnie, dokonuje tłumaczenia avista.

o autorze

Karolina Kaszuba


Artykuł pochodzi z serwisu:
Albercik.pl – darmowe artykuły do przedruku na strony www

Czy tłumaczenia wpływają na język?

Tłumacz często traktowany jest po macoszemu. Zwłaszcza ten, który tłumaczy literaturę i swoją pracę wykona dobrze, a czytelnik znający język oryginału nie odnajdzie w tekście kalek i zgrzytów. Tłumaczenia staną się przedmiotem dyskusji dopiero wtedy, gdy będą wybitne (i zostanie to zauważone przez specjalistów) lub… wybitnie złe.

Ale jak nikt inny to właśnie one mają spory wpływ na ewolucję języka i jak przysłowiowa kropla drążąca skałę, powoli zagnieżdżają się w języku. Np. we frazeologii, co doskonale widać na przykładzie tłumaczenia Kubusia Puchatka, autorstwa Ireny Tuwim. Każdy z nas ma czasami ochotę na małe co nieco, wiemy co tygrysy lubią najbardziej, ale nie zawsze mamy świadomość, że mówiąc o krewnych i znajomych Królika, również cytujemy Kubusia Puchatka. Oczywiście, nie tylko tłumaczenia książek wpływają na język, również, a może nawet i w większym stopniu, swój ślad zostawiają tłumaczenia filmów. ‘Niech moc będzie z tobą’ (Gwiezdne wojny), ‘cóż, nikt nie jest doskonały’ (Pół żartem, pół serio), ‘to może być początek pięknej przyjaźni’ (Casablanca) czy ‘propozycja nie do odrzucenia’ (Ojciec chrzestny) już dawno wyswobodziły się z kontekstu filmowego i nikogo nie zdziwią w codziennej konwersacji.

Tłumaczenia oddziałują na język nie tylko poprzez sam akt przekładu, ale czasami również wprowadzając do niego zapożyczenia. Proces ten zawsze ma swój początek wśród tych użytkowników języka, którzy rozumieją jego kontekst pierwotny (w języku źródłowym) – aby poprawnie nim operować, muszą być w stanie dokonać szybkiego tłumaczenia i szybko zrozumieć kontekst. Jeśli się to nie uda, słowo zostanie niezrozumiane i jako takie zostanie odrzucone. Takie słowa mogą zostać przyswojone w formie niezmienionej (np. baseball w polskim), lub adaptowanej na potrzeby języka docelowego (np. dollar pochodzi z czeskiego tolar, a kindergarten – przedszkole – z niemieckiego). Im popularniejsze stanie się słowo, tym szybciej i łatwiej zostanie adaptowane do języka.

o autorze

Karolina Kaszuba


Artykuł pochodzi z serwisu:
Albercik.pl – darmowe artykuły do przedruku na strony www